W tajemniczym zamku - oberży spotykają sie biesiadnicy pozbawieni mowy. Damy i rycerze opowiadają o swoich losach, wykładając na stół karty tarota...

Poniżej chciałabym się podzielić fragmentami książki będącej literackim eksperymentem I. Calvino, a która jest mi osobiście bardzo bliska, gdyż trafiła w moje ręce w bardzo dla mnie trudnych chwilach. Być może teraz też komuś pomoże, kto wie? Jakkolwiek, uważam że jest to bardzo ciekawe, nowe spojrzenie na tarota, godne uwagi i podzielenia się nim. Chciałabym, aby było to również zaproszenie dla Ciebie, Drogi Czytelniku, do przesyłania swoich prac bedących wyrazem doświadczenia z tarotem..
 


Opowieść o potępionej oblubienicy

... "Jeden z nas, wojownik o melancholijnym spojrzeniu, jął obracać w palcach GIERMKA MIECZY, który mocno go przypominał i SZÓSTKĘ BUŁAW, po czym przymierzył obie karty do SIÓDEMKI MONET i do GWIAZDY , jakby pragnął ułożyć pionowy szereg na własny użytek. Być może on, żołnierz zagubiony w lesie, dostrzegał w tych kartach dopłenionych GWIAZDĄ migotanie podobne migotaniu błędnych ogników i zwabiony na polanę pośród drzew ujrzał młodziutką dziewczynę o rozpuszczonych włosach i astralnej bladości, która błąkała się nocą w samej koszuli, wysoko unosząc zapaloną świecę. Jakkolwiek było, on niewzruszenie układał swój pionowy szereg i wyłożył dwie karty MIECZY: SIÓDEMKĘ i KRÓLOWĄ, zestawienie samo w sobie trudne do wyjasnienia, może zasługujace na parę replik w rodzaju: - Szlachetny rycerzy, błagam cię, zdejmij swój oręż i zbroję i pozwól, abym je przywdziała! - ( Na miniaturze KRÓLOWA MIECZY przedstawiona jest w pełnym rynsztunku, ma naramienniki, nałokietniki, rękawice, które niczym bielizna z żelaza wystają spod haftów śnieżnobiałych jedwabnych rękawów). - W swej płochości przyrzekłam się komuś, czyje uściski budzą mnie teraz odrazą i kto dziś w nocy przyjdzie domagać się, bym spełniła daną mu obietnicę!Już słyszę, jak nadciąga! Nie zdoła pochwycić mnie w szpony, jeśli zakuję się w zbroję! Ach, ocal prześladowaną dzieweczkę! Wojownik usłuchał jej prośby bezzwłocznie - nie ulegało to wątpliwości. Gdy tylko nieszczęsna przywdziała zbroję, przeobraziła się w królową turniejów, pyszniąc się i wdzięcząc. Zmysłowy uśmiech rozpalił bladość jej twarzy. W tym miejscu także rozpoczynał się ciąg kart, których znaczenie trudno było pojąć: DWÓJKA BUŁAW (znak rozstajnych dróg, znak wyboru?), ÓSEMKA MONET (ukryty skarb?), SZÓSTKA PUCHARÓW ( miłosna schadzka?). - Twoja dworność zasługuje na odwagę - rzekła zapewne leśna dziewczyna - Wybierz wedle swojej woli: mogę dać ci bogactwo albo... - Albo? - ...Mogę dać ci siebie. Ręka wojownika zastukała o kartę pucharów: wybrał miłość. dalszy ciąg opowieści domagał się od nas pracy wyobraźni: on był już nagi, ona rozpięła ledwie naciągnięta zbroję i nasz bohater, sięgając pomiędzy płytki ze spiżu, ujął krągłą i naprężoną, delikatną pierś, wślizgnął się pomiędzy żelazny nabiodrek i rozgrzane udo... Żołnierz był roważny i wstydliwy i nie wdawał się w szczegóły: zdobył się jedynie na to, aby obok karty PUCHARÓW położyć złocistą kartę MONET, wzdychają przy tym, jakby chciał zakrzyknąć: - Zdało mi się, że trafiłem do Raju... Figura, którą wyłożył tuż potem, potwierdzała obraz Raju, ale zarazem kładła raptownie kres lubieżnym uściskom: była to postać PAPIEŻA o srogiej białej brodzie, przypominająca wizerunek pierwszego kapłana, który strzeże teraz Furty Nieba. - Kto tu mówi o Raju?- ponad lasem wysoko w niebiosach, ukazał się święty Piotr na tronie i zagrzmiał: - Dla tej niewiasty nasza brama zamknięta jest na wieki! Sposób w jaki narrator wyłożył nową kartę - wysunął ją wprawdzie gestem szybkim, lecz trzymał zakrytą, drugą ręką osłaniając sobie źrenice - zapowiadał nieoczekiwany widok, który ukazał się jego oczom, kiedy przenosząc wzrok z groźnych bram nieba na damę lężącą w jego ramionach, ujrzał, że przyłbica kryje już nie lico gruchającej gołąbki, juz nie przekorne dołeczki, nie mały zadarty nosek, ale zaporę zębów pozbawioną warg i dziąseł, dwa otwory nosowe wydrążone w jamie, żółte kości jarzmowe, i poczuł, że jego członki splatają się ze sztywnymi członkami trupa. Straszliwy widok Arkanu Numer Trzynaście ( podpis Śmierć nie figuruje nawet w tych taliach, w których wszystkie duże arkana mają swoje nazwy) znów rozognił naszą ciekawość i niecierpliwie czekaliśmy na zakończenie opowieści. Czy wyłożona teraz DZIESIĄTKA MIECZY oznaczała zastęp archaniołów, którzy wzbraniali potępionej duszy wstępu do Nieba? Czy PIĄTKA BUŁAW zapowiadała przejście przez las? W tym miejscu kolemna kart napotykała DIABŁA. Nie musiałem sobie zbytnio łamać głowy, aby pojąć że z lasu wyszedł narzeczony, którego tak obawiała się oblubienica nieboszczka: Belzebub we własnej osobie, który z okrzykiem: - Dość już, miła moja tej roszady kart na stole! Dla mnie dwóch soldów niewart jest ( DWÓJKA MONET )cały twój oręż i wszystkie pancerze ( CZWÓRKA MIECZY)! - I zabrał ją wprost do podziemi."


Opowieść Orlanda, który oszalał z miłości

...Nad kartami pochylił się biesiadnik, który był potężnym wojownikiem; unosił ramiona z ołowiu i powoli obracał głowę, jakby kark uginał mu się pod brzemieniem myśli. Z pewnością niezwykle silne przygnębienie miało w swej władzy tego kapitana, który jeszcze do niedawna był śmiercionośnym królem wojny. Figura KRÓLA MIECZY, która w jednym obrazie starała się pomieścić wojowniczą przeszłość i melancholiijną teraźniejszość żołnierza, trafiła, położona jego ręką , na lewy skraj kwadratu, obok DZIESIĄTKI MIECZY. Z miejsca też nasze oczy poraził bitewny pył, posłyszelismy dźwięk trąb i już kopie latały straskane i już musowała tęczowa piana powstała ze zderzenia końskich pysków, i już miecze zwierały swe ostrza, raz za razem, na płask i na sztorc, a tam gdzie krąg żywych wrogów wskakiwał na koń, przy zsiadaniu trafiając prosto w grób, tam, w samym środku kręgu stał Orlando, paladyn, i wywijał Durlindaną. Rozpoznaliśmy go, on to snuł opowieść, porwaną i pełną udręki, przycskając ciężkim palcem z żelaza każdą kartę po kolei. Teraz wskazywał nam KRÓLOWĄ MIECZY. W postaci tej jasnowłosej niewiasty, która pośród tnących ostrzy i żelaznych płytek pokazuje nieuchwytny uśmiech zmysłowej gry, rozpoznaliśmy Angelikę, czarodziejkę przybyłą z Kataju na zgubę armiiFranków i mieliśmy pewność, że frabia Orlando nadal jeszcze jest w niej zakochany. Za nią otwierała się pustka: Orlando wyłożył kartę - DZIESIĄTKĘ MIECZY. Ujrzeliśmy, jak las niechętnie przyjmuje kroki męża, jak jodłowe igły stają się szorstkie niczym kolce jeżozwierza, jak pnie dębów napinają swe muskularne torsy, jak buki wystawiająz ziemi korzenie, aby utrudnić mu przejście. Cały las zdawał się mówić : - Nie idź tam!Czemu opuszczasz żelazne pola walki, królestwo nieciągłości i określoności, przypisane ci miejsca rzezi, na krórych rozkwita twój talent niszczenia i wykluczaniai zapuszczasz się w lepką zieleń natury, pomiędzy sploty żywotnej ciągłości? Las miłości, Orlandzie, nie jest miejscem dla Ciebie!Ścigasz wroga, choć nie ma tarczy zdolnej cię ochronić przed pułapkami, jakie on zastawia. Zapomnij o Angelice! Wracaj! Jest jednak pewne, że Orlando nie dawał posłuchu owym przestrogom, wpatrzony w jeden tylko obraz: przedstawiał go arkan numer VII, który Orlando kładł teraz na stole, a był to RYDWAN. Artysta, który iluminował karty tarota lśniącym lakierem, wodze RYDWANU powierzył nie królowi, jak to zwykle bywa w pospolitszych kartach, lecz niewieście ubranej w szaty czarodziejki lub wschodniej władczyni, która dzierżyła w dłoni cugle dwóch skrzydlatych białych rumaków. Tak oto gorączkowa wyobraźnia Orlanda przedstawiała sobie baśmiową jazdę Angeliki przez las, on zaś tropił ślady latających kopyt, lżejszych niźli nożki po przelocie niektórych motyli i znak ów służył mu za przewodnika w tej całej gmatwaninie. O nieszczęsny! Nie wiedział jeszcze, że w samej gęstwie gęstwiny miłosny związek, płomienny i czuły, łączył Angelikę i Medora. Wyjawił mu to arkan AMORA oraz tęskne pożądanie, które nasz miniaturzysta potrafił nadać spojrzeniu dwojga zakochanych. Wreszcie prawda utorowała sobie drogę w umyśle Orlanda: wilgoć w głębi kobiecego lasu kryje w sobie świątynię erosa, gdzie liczą się inne wartości niźli te, o których rozstrzyga jego Durlindana. Wybrańcem Angeliki nie był jeden ze sławnych wodzów wojennych zastępów, lecz młodzieniec z orszaku, gibki i zalotny jak panienka: jego to postać w powiększeniu ukazała następna karta: GIERMEK BUŁAW. Dokąd zbiegli kochankowie? Dokądkolwiekby się udali, z nazbyt kruchej i nietrwałej ulepieni byli materii, aby mogły ich dosięgnąć żelazne pchnięcia paladyna. Kiedy Orlando nie wątpił już w finał swoich nadziei, uczynił parę bezwiednych ruchów - obnazył miecz, spiął konia ostrogami, naprężył nogę w strzemieniu - a potem coś się w nim załamało, coś pękło, strzeliło, spłonęło i całkiem nagle zgasło światło jego rozumu, i Orlando pogrążył się w mroku."...

Fragmenty " Zamek krzyżujących się losów"